środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział trzynasty { 13 } OSTATNI !

OSTATNI ROZDZIAŁ !! ;)) 


Gdy już poprosiłam pielęgniarkę o wózek pojechałam nim na korytarz szpitalny. Pojechałam windą na 3 piętro. Pchając ten wózek dojechałam do końca korytarza. Zobaczyłam Andrzeja i Julkę. Już miałam tam wejść i się z nimi przywitać. Poczekałam jeszcze chwilę, aby zawiązać koka na głowie. Miałam już wejść. Jednak tam nie weszłam tylko zaczęłam ich obserwować. To co zobaczyłam... 

*** Perspektywa Andrzeja *** 

Poszedłem z Julką na 3 piętro szpitala. Nie wiedziałem po co, lecz nie ukrywam, że spodobała mi się Julcia ;)) Zaciągnęła mnie na sam koniec korytarza do jakiejś pustej sali. Tam zaczęła mnie całować. Odwzajemniłem ten gest ; nie zwracałem już uwagi na Izę, bo po prostu o niej przez ten moment zapomniałem. W pewnym momencie usłyszałem płacz. Ten głos coraz bardziej się oddalał. Ktoś na wózku inwalidzkim wszedł do windy. Dlaczego...? Niczego nie świadomy poczekałem aż winda łaskawie do mnie wróci. 

*** Perspektywa Izy *** 

O mały włos Andrzej mnie zobaczył na szczęście zdążyłam wejść do windy i zjechać na dół. Szybko udałam się na swoją salę, by wszystko ukryć : to, że wszystko widziałam. 

*** Perspektywa Andrzeja *** 

Zszedłem sprawdzić, czy to nie Iza przypadkiem mnie widziała. Na szczęście to nie ona, bo spała jeszcze. Było mi trochę głupio, że ją zdradziłem, ale nie mogłem się oprzeć Julce. Nagle Iza otworzyła oczy ale od razu je zamknęła. Coś zaczęło ,, pipczeć ''  przy łóżku Izy. Nagle zbiegło się 3 lekarzy wokół niej. Bez zawahania zaczęli ją odpinać i gdzieś przewozić. Goniłem za łóżkiem i wtedy Iza powiedziała do mnie ostatnie słowa : 

- Jak mogłeś.. Ufałam ci. Jesteś dla mnie nikim. Ale pamiętaj. Nigdy o tobie nie zapomnę. 

Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jakim jestem dupkiem. Widocznie nie zasługiwałem na tak cudowną kobietę jak Iza.. 

Operacja Izabeli cały czas trwa. Nie mogę znieść już tego czekania. Nareszcie. Z sali wychodzi lekarz. 

- Panie doktorze, co z Izą ? - zapytałem. 
- Niestety nie udało się nam jej uratować. - odpowiedział. 

Moje życie nie ma już sensu... 


******************* PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ **********************

Jestem w szczęśliwym małżeństwie z Julką. Mamy razem 3 dzieci : Karolinkę, Weronikę i Anię. Jednak nigdy nie zapomnę o Izie... 

-----------------------------------------------------------------

KONIEC ! :))

DZIĘKUJĘ TYM, KTÓRZY CZYTALI TEGO BLOGA ~ ANIA ;p 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział dwunasty {12}

Szpital, Warszawa 20.10.2014 r. 

Z pamiętnika wybawcy Izabeli i Andrzeja : 

Wyszłam z meczu jakby nigdy nic. Chciałam po prostu przed halą zdobyć kilka autografów. Najbardziej zależało mi na autografie Andrzeja Wrony. Gdy zobaczyłam, że wychodzi z wybranką swojego serca od razu wybiegłam za nimi. Nie dane mi jednak było spokojne podejście do nich. Pojechali gdzieś a ktoś zaczął ich gonić. Nie dawałam za wygraną, więc i ja pojechałam za nimi. Usłyszałam jakąś dziwną rozmowę : 


- Myśleliście, że mi uciekniecie ? - zapytał nieznajomy 
- Dlaczego mi to robisz? - zapytała Iza
- Nie dam ci spokoju. Skoro ja nie będę szczęśliwy, to i ty nie będziesz! Proste jak dwa razy dwa. - odpowiedział 
- Odejdź od niej ! - krzyknął Andrzej 
- Bo co mi zrobisz? Tylko mnie dotkniesz a twoja kariera siatkarzyka legnie w gruzach. 
- Andrzej, idziemy ! Szybko ! - wykrzyczała Iza
- Uważaj bo mi uciekniecie ! - zaczął nadaj krzyczeć nieznajomy, chociaż co raz bardziej go rozpoznawałam. 

Wtedy Iza i Andrzej upadli. Zupełnie nie wiedziałam co robić. ON uciekł z miejsca wypadku. Miałam kompletny mętlik w głowie ! Co robić ? Uciec? Na pewno nie! Pomóc? Wypadałoby ! Ale sama ? Muszę zadzwonić na pogotowie. Wtedy wybrałam numer 999 i zadzwoniłam na pogotowie. Jednak to nie był koniec. Wtedy spostrzegłam, że Iza ma trudności z oddychaniem. Wtedy już nie było wyboru. Musiałam zacząć udzielać pierwszej pomocy. Z początku było źle. Nawet bardzo. Nie było żadnej reakcji z jej strony. Jednak ostatkami sił zaczęłam dalej robić masaż serca. ,, Jest ! Udało się ! '' - wykrzyczałam gdy Izabela zaczęła na nowo oddychać. Wtedy przyjechało pogotowie i ich zabrali. Opowiedziałam ratownikowi medycznemu o wszystkim co się stało. Przede wszystkim zapamiętałam te słowa : ,, Dzięki pani, pani Izabela przeżyła. Mogło się skończyć najgorszą wersją '' . Te dwa zdania zostaną mi w sercu na zawsze. Jak już mieli odjeżdżać zapytałam się o adres szpitala do którego jadą. Lekarz podał mi adres, a tam pojechałam. 

Gdy już byłam na miejscu zobaczyłam jak przewożą Izabelę na operację. Niestety nie udzielono mi żadnej informacji, bo nie jestem z nią spokrewniona. Wtedy zobaczyłam, że na sali leży Andrzej Wrona. Był podpięty tysiącami kabelików. Jego stan był bardziej stabilny. W pewnym momencie zaczął odzyskiwać przytomność. Wtedy wokół niego stanęło kilku lekarzy. Patrzyli do niego z uśmiechem. Wtedy Andrzej otworzył szeroko oczy, uśmiechnął się i zapytał : ,, GDZIE JEST IZABELA !? '' - po tych słowach uśmiech z twarzy zszedł momentalnie. Lekarz wydusił z sibie dwa słowa : ,, Jest operowana '' . A po chwili dorzucił ,, Jej stan jest krytyczny. Może się pan spodziewać najgorszego. '' . Wtedy Andrzej zaczął ryczeć. Chłopaki nie płaczą? Zdecydowanie jestem na ,, nie '' jeśli chodzi o to sformułowanie. Co by każdy mężczyzna zrobił gdyby się dowiedział, że kobieta jego życia właśnie umiera na stole operacyjnym ? Załamałby się. 

** Z perspektywy Andrzeja, Szpital, Warszawa 20.10.2014 **

Teraz, kiedy wszystko się układa na nowo życie daje mi tak cholernie w kość. Szpital, krytyczny stan mojej ukochanej. A przez kogo ? Przez tego, którego się poznałem z Izą, czyli nikogo innego jak Andreasa Wellingera. Ten gość naprawdę jest psychiczny. Ale skąd on na początku sezonu znalazł się w WARSZAWIE ?! Zresztą nie ważne. W tym momencie na salę przywozili moją kochaną Izę. Była bardzo obolała, zmęczona i bez ... sił do życia. Podejrzewałem to, co najgorsze. Czyli, że Iza nie żyje. Na szczęście się myliłem !  Wyglądała uroczo, choć i tak wolę milion razy więcej jakby się tutaj nie znajdowała. Po tym na salę weszła równie piękna kobieta. 

- Przepraszam, a pani to kto ? - zapytałem. 
- Jakby to powiedzieć.. Według lekarza uratowałam Izabeli życie. Według mnie to był mój obowiązek pomóc jej, jak i panu. 
- Na.. naprawdę ? Nawet pani nie wie jak pani dziękuję ! 
- Jaka pani..- uśmiechnęła się - Jestem Julia Tubiak. Nie KUBIAK tylko TUBIAK. 
- Andrzej Wrona, miło mi ;)) 

Julka przysiadłą obok Izabeli. Chwyciła Izę za rękę. 

Wtedy Iza zaczęła odzyskiwać przytomność !! Była to jedna z najwspanialszych chwil w moim życiu. Wtedy od nowa zaczęła się nadzieja na lepsze nasze wspólne życie. Bez kłopotów, zmartwień, zagrożenia. 

Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że to moja wina. Nie obroniłem jej. Nawet nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Teraz wszystko się ułoży... Od nowa, na lepsze i piękniejsze ! 

*** Perspektywa Izy *** 

Budzę się. Wszystko dookoła się kręci. Zamykam ponownie oczy i tylko słucham. Słyszę tylko rozmowę jakiejś kobiety z Andrzejem. Nie mam nawet sił się przysłuchiwać. W końcu otwieram oczy. Zauważają to Andrzej i dziewczyna o imieniu Julia. Tylko to zdołałam usłyszeć wyraźnie. 

Wtedy do mnie podeszła Julia i chwyciła mnie za rękę. Uśmiechnęłam się do niej. 

- Julia jestem, miło mi. - powiedziała dziewczyna.
- Izabela, mi również. - odpowiedziałam resztkami sił. 
- Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy cię reanimowałam. 
- Dziękuję bardzo, nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna. 
- To był mój obowiązek. 
- To nie był obowiązek, to była dobra wola. Po prostu dziękuję, na pewno to pani kiedyś wynagrodzę. 
- Zapiszę ci mój numer, jeszcze kiedyś się spotkamy. - Julka wyjęła kartkę i na niej zapisała ciąg dziewięciu cyfr, które później położyła mi na mojej półce. 

Po tym Julka wyszła z sali i nam, mi i Andrzejowi, pomachała.  

Była godzina 2, więc do Andrzeja zdołałam się jedynie uśmiechnąć, po czym odpłynęłam nie wiedząc kiedy.

** Na drugi dzień ** 

Wstałam i pierwsze co zrobiłam, to popatrzyłam czy obok mnie jest Andrzej. Niestety go nie było...
Poprosiłam pielęgniarkę o wózek inwalidzki, bo nie  miałam siły chodzić o własnych siłach. To co później zobaczyłam było dziwne a za razem mega śmieszna. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać ;pp  

------------------------------------

Witam Was z 12 ^^ Powoli zbliżam się ku końcowi tego opowiadania ;)) Jeśli dobrze pójdzie zakończę go w najbliższych kilku rozdziałach. 

Pozdrawiam, Ania :)) 





poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział jedenasty {11 }

-- Perspektywa Andrzeja -- 

Cały świat mi się wali. Dlaczego? Bo się zakochałem w Izabeli. A Andżelika? Andżelika to moja przyjaciółka. Znam ją od przedszkola. Tylko dlaczego ona mi tego nie odwzajemni? I dlaczego uciekła? DLACZEGO ?!  Izabela to pierwsza kobieta, którą pokochałem, a nie się zauroczyłem. 

Nadeszła godzina meczu. Antiga dał mnie w pierwszym składzie. Pierwszy raz byłem z tego niezadowolony. Naprawdę. Życie jest takie trudne.. Jednak moje życie to nie tylko siatkówka. To również miłość. 

I kto by pomyślał, że wszystko zacznie się tak niepozornie...? Ten cały Wellinger wcale nie jest taki zły. [ Śmiech ] . Dzięki niemu zawdzięczam całe szczęście w moim życiu - Izabelę. Wypadek, szpital, miłość. Niekoniecznie odwzajemniona. 

Nadszedł czas aby wejść na boisko. Byłem.. wściekły ? Raczej nie. Bardziej pogrążony w smutku. Niestety odbijało się to na grze. Antiga wziął mnie na ,, słowo '' 

- Chłopie weź się opanuj ! Co ty tu robisz ? Grasz czy co robisz? Jeszcze w ostatnim meczu zostałeś MVP ! Zakochałeś się czy jak ?! - to ostatnie zdanie mnie zdołowało. ,, Zakochałeś się czy jak ?! '' 
- Trenerze, daj mi jeszcze jedną szansę ! - powiedziałem z entuzjazmem, bo wtedy zobaczyłem nie kogo innego jak Izabelę. 
- Idź. Nie zmarnuj tej szansy ! - odpowiedział Antiga. 

Wszystko byłoby idealnie. Tylko właśnie zobaczyłem obok niej Kurka. Chciałem mu tak wpieprzyć. Ale w sekundzie się opamiętałem. Nadszedł mój czas na zagrywkę. Wyobraziłem sobie wtedy, że zagrywam na Kurka. Wymierzyłem cel idealnie w linię. Tak też się stało. Rywale śledzili piłkę tylko wzrokiem. Chciałem odpocząć, więc zszedłem z boiska, na moje miejsce wszedł Włodarczyk. 

Tak naprawdę to nie byłem zbyt zmęczony [ może trochę ]. Chciałem tylko popatrzeć na Izę. Wyglądała cudownie. 

Mecz się zakończył. W rezultacie wygraliśmy  z USA  3;2. Wtedy zrobiłem coś strasznie głupiego z nutką romantyzmu. Podszedłem do komentatorów. Wziąłem ze sobą mikrofon i poprosiłem o ciszę. Robiłem to wszystko ze 100 % świadomością. 

>>>Perspektywa Izy <<< 

Podczas meczu cały czas śledziłam wzrokiem Andrzeja. Szczerze? Zachowałam się jak gówniarz. Po co ja uciekałam ? Nawet jeśli to jego dziewczyna to co ? Trudno :)) Miłość nie zawsze jest odwzajemniona. Muszę się z tym pogodzić raz na zawsze. Ludzie mówią mi że jestem uparta. Co raz częściej myślę, że t prawda. Bolesna, ale prawda. W każdym bądź razie wracam do meczu. Był piękny. Lepiej być nie mogło. Po meczu Andrzej gdzieś poszedł. Szkoda, bo chciałam z nim wszystko wyjaśnić. Wtedy usłyszałam jego głos : 

Proszę o ciszę ! Iza, wiesz, że mówię właśnie o Tobie ! Nie mówiłem Ci tego, ale teraz Ci to powiem! Kocham Cię i chcę żebyś ze mną była ! 

Pomyślałam, że zaraz się tam oleje. Każdy, choć nie wiem dlaczego, patrzył się na mnie dziwnie. Za to miny wszystkich faneczek, a zwłaszcza Julii T. { Julka zabijesz mnie :DD } były bezcenne. Wyglądały jakby zaraz miały ryczeć. Chociaż i takie się zdarzały. Wtedy Andrzej podbiegł do mnie z bukietem róż. 


Popłakałam się ze szczęścia. Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam jednocześnie w szoku jak i szczęśliwa, bo mężczyzna mojego życia właśnie zrobił coś, czego by nie zrobił dla kogoś innego. Wtedy mu szepnęłam do ucha : 

- Kocham cię.
- Nie opuszczę cię już nigdy. 
- Ja ciebie też. Teraz jestem już pewna co do uczuć do ciebie. Chce być przy tobie do końca moich dni. 
- Iza.. patrz kto idzie.. 
- Andrzej idziemy stąd! 
- Choć za mną ! 

Szybko wyszliśmy z hali. Oczywiście tłum dziennikarzy za nami. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do mieszkania Andrzeja. Jednak ON  nie dawał za wygraną. Śledził nas i nie udało się nam go zgubić. Dlaczego teraz?! Jak moje życie zaczyna się na nowo powraca ON ?!  Dlaczego nie mogę żyć w spokoju ? W odosobnieniu od innych ? Żyć tylko z tym jedynym księciem na białym koniu ? 

- Myśleliście, że mi uciekniecie ? - zapytał. 
- Dlaczego mi to robisz? - zapytałam.
- Nie dam ci spokoju. Skoro ja nie będę szczęśliwy, to i ty nie będziesz! Proste jak dwa razy dwa. 
- Odejdź od niej ! - krzyknął Andrzej 
- Bo co mi zrobisz? Tylko mnie dotkniesz a twoja kariera siatkarzyka legnie w gruzach. 
- Andrzej, idziemy ! Szybko ! - wykrzyczałam. 
- Uważaj bo mi uciekniecie ! 

Wtedy tylko zdążyliśmy się złapać za ręce i oboje upadliśmy, więcej już nic nie pamiętaliśmy. 

--------------------------------
 
THE END. 





Rozdział dziesiąty { 10 }

Następnego dnia dostałam SMS-a od Andrzeja :

 ,, Izunia, mam dla Ciebie propozycję. A raczej nie propozycję, tylko stwierdzony fakt. Poczekaj. Wrona się zastanawia czy Ci o tym powiedzieć... '' . 

Na mojej twarzy w tym momencie zagościł wieeelki banan  . od razu mu odpisałam:

 ,, Możesz mówić, najwyżej Cię wyśmieję.  '' 

Bez wahania i on mi odpisał : 

,, NAJWYŻEJ mnie wyśmiejesz? Ty to nazywasz ' najwyżej ' ? Ale mniejsza o to. Wpadłabyś na obiad ala'Wrona ? ''

Zastanowiłam się czy przyjść. Właśnie sobie uświadamiam, że to nie może się tak skończyć : zakochać się, a później za to cierpieć. Nie warto. Zakochać się jest o wiele łatwiej, niż później płacić za to. Miałam mu już odpisać, że nie. Ale jeśli bym poszła powiedziałabym mu już o tym i już bym to miała za sobą. Lepszej okazji chyba już nie będzie nigdy. ALE :  Znowu zapatrzę się w te magiczne oczy i nie odważę się mu o tym powiedzieć, bo bym skłamała. Chwila. Skłamała? Ja już do cholery nie wiem. Kocham go, czy nie ? Uwierzcie! To nie jest proste. Jeśli odejdę bez słowa będę tylko go widziała w TV. Jeśli mu powiem, że zrywam z nim kontakt  znienawidzi mnie do końca, a tego nie chcę. To będzie jedna z moich najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Dlaczego to wszystko jest takie trudne ! Jeśli nie pójdę będę w sobie wszystko kryła.Chyba jednak pójdę.. 

,, Andrzej, przepraszam,że dopiero odpisuję. Nie pytaj dlaczego. Przyjdę, będę o 14 '' . 

Andrzej odpisał : 

,, Czekam Iza '' 

No to już nie miałam wyboru. Musiałam iść. Była godzina 11. Więc na zakupy nie było czasu. Wybrałam pierwszą, lepszą sukienkę z mojej garderoby : 

I do tego delikatny makijaż : 

godzina 13;50. Najwyższy czas wyjechać. Jeszcze nigdy nie denerwowałam się tak przed jakimkolwiek spotkaniem. Odwrotu już nie było..

Jestem na miejscu. Podchodzę do drzwi. Dzwonię do nich. Otwiera mi je dwumetrowy Andrzej. Przy nim stoi malutka kruszynka mająca 175 cm. Tak, to ja. Na powitanie całus w policzek : najpierw jeden, potem drugi. Nie mając pojęcia czy powiedzieć mu, że wszystko urywam zasiadam do stołu. Ku mojemu zdziwieniu stół już stoi przygotowany, jak widać - od dawna.

- Napijesz się czegoś? - zapytał.
- Może kawy. - odpowiedziałam wymuszając uśmiech.

Poszedł. Powiedzieć? Chyba tak.

- Andrzej - powiedziałam połykając kęs posiłku - chciałabym Ci coś powiedzieć.
- Poczekaj najpierw ja. - wtedy zawołał :
- Andżelika ! Możesz już wejść. Iza, to moja... - nie zdążył dokończyć. Dlaczego ? Bo uciekłam ! Właśnie wtedy kiedy uświadomiłam sobie, że go kocham on przedstawia mi swoją dziewczynę.. Nie chciałam go już znać. Będę żyła z nieodwzajemnionym uczuciem. Miło. Naprawdę. Kolejna porażka w moim krótkim życiu. Los naprawdę dał mi świetne życie. Po prostu polecam. Czy ja kiedyś trafię na tego jedynego księcia z bajki ... ?

*** Perspektywa Andrzeja. ***

Co ja najlepszego zrobiłem?! Nie miałem już siły wszystkiego mówić Izabeli.. To za dużo. Zacząłem jej szukać po całej okolicy. Nareszcie trafiłem na nią. Znalazłem ją. Wtedy zamarłem...

------------------------------------------
Oto koniec 10 rozdziału ! Chwila.. może jeszcze popiszę :D

-----------------------------------------

Zobaczyłem Izę w objęciach mojego przyjaciela Bartka Kurka. Dlaczego to wszystko takie jest ?!
Poszedłem szybko do domu. Wszystko opowiedziałem Andżelice.

- Co ty robisz? - zapytała, jak zacząłem wyciągać butelkę.
- To jedyny ratunek, by o tym zapomnieć.
- Ale mówiłeś mi, że Iza nie liczy się dla ciebie.
- .... - nie odpowiedziałem, tylko zacząłem pić.

Następnego dnia wstałem z okropnym bólem głowy. A do tego jeszcze dziś mecz. Nie miałem w ogóle ochoty iść na niego... Nie miałem sił by grać, by żyć.

**********************

Oto koniec 10 rozdziału ;)) Trochę krótki, bo niemal końcowy.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Do następnego ! ;* 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział dziewiąty { 9 }

*** lotnisko ***

Wcześniej Andrzej się nie odzywał. Było mi trochę smutno z tego powodu, bo naprawdę równy z niego gość. Można było z nim pogadać o wszystkim i o niczym. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od tego nieszczęsnego wypadku... 😔 Ale przecież ja tego nie chcę pamiętać ! A sama na własne życzenie to rozpamięuję... Taka już jestem - dziwna i nie do zrozumienia. 😏 Mądra  ja 
Ale nareszcie nadszedł ten moment i zobaczyłam Andrzeja na mojej twarzy zagościł wtedy wielki banan 😂 Bez zawahania podeszłam do niego, ale on chciał mnie chyba uniknąć, niestety, ale i stety mnie nie uniknął. Byłby naprawdę mądry, gdyby mu się to udało, a on do takich nie należy. 

- Cześć Andrzej ! - zawołałam Andrzeja, wtedy już nie miał innego wyboru i popatrzył się w moją stronę. Bez zwątpienia podbiegłam do niego i staliśmy już blisko siebie, na tyle żeby móc zacząć rozmowę. 
- Cześć... - odpowiedział oschle. 
- Dlaczego się nie odzywałeś do mnie ? 
- Bo wiedziałem, że to był błąd, a takich jak ja możesz mieć miliony. 
- Nie, nie mogę mieć milionów takich jak ty ! Ty jesteś wyjątkowy i naprawdę nic się nie stało ! - wtedy od razu na twarzy Andrzeja zagościł uśmiech. 👌 
- Wybaczasz mi ? Wiem co kiedyś do mnie mówiłaś, a twoje słowo jest słowem świętym. 
- Tak wybaczam i miło, że pamiętasz co mówię. Jesteś naprawdę równym gościem. - wtedy jakby nigdy nic przytuliłam go i kilka osób zaczęło dziwnie się patrzeć. Dobrze, że większość to byli Norwegowie, bo jeśli to by byli Polacy jutro pierwszy nagłówek w gazetach to : ,, Andrzej Wrona ma dziewczynę! '' I cały Facebookowy, Instagramowy i inny internetowy świat zostałby pogrążony w żałobie, znaczy się fanki Andrzeja miałyby żałobę 😂 . Jak mnie to śmieszy... O kurde! - pomyślałam. Zaczęłam tak rozmyślać a tu za 5 minut lot! Szybko podbiegłam do Andrzeja, który dawał moje i jego walizki do samolotu. Moje walizki to była chyba połowy wszystkich bagaży. 


*** po zakończonym locie *** 

- A teraz Andrzej jedna mała istotna sprawa. - powiedziałam. 
- Jaka ? - zapytał ze zdziwieniem. 
- Sama biorę walizki, sama wracam do domu, mam niedaleko stąd. 
- Ale dlaczego ? - zapytał jak zwykle niekumaty Andrzej. 
- Ty się jeszcze pytasz? Hellow, jesteśmy w POLSCE. Zaraz zrobi się afera .. A przecież nic między nami nie ma i nie było. 
-Masz rację- odpowiedział, po czym oboje zamilkliśmy. 

Co ja znowu zrobiłam. Dlaczego wciąż okłamuję sama siebie? Wiem, że jest mega miły, z poczuciem humoru, ale również potrafi być czuły, zrozumieć każdą sytuację.. Ale jak zwykle pani Izabela musi wszystko zepsuć. Po wzięciu walizek poszłam w kierunku domu ... Nie powiem. Przydała by mi się pomoc Andrzeja. Ale nie chciałam go o nic prosić. Wyglądałam jak by mnie z domu wywalili i tak musiałam iść przez całą Warszawę. Całą ? Raczej nie. Tylko 3 km. A z każdym metrem wszystko stawało się coraz cięższe.. Byłam już pod moim mieszkaniem. Wchodzę do drzwi, a tu BUM w dzrzwi. Dopiero mnie olśniło, że klucze jutro tata ma mi dać. I co ja teraz biedna zrobię ? Nie zostawało mi nic innego jak zadzwonienie do Andrzeja. 

- Andrzej ... - powiedziałam .. 
- Tak ? 
- No bo .. wiem, że się głupio odezwałam, ale ... 
- Nieważne - przerwał mi. - Co tam ? 
- Jestem chyba bezmózgowcem.. 
- Wybacz, ale z grzeczności nie zaprzeczę 😂
- Hahaha. I kto to mówi pan o nazwisku WRONA ? 
- Nikt inny. 
- Ty to chyba nigdy nie tracisz humoru. 
- No nigdy. 
- Ale zmieniając, a raczej przypominając temat mam ogromną prośbę. 
- Słucham. 
- Bo .. 
- Bo ? 
- Zapomniałam kluczy do mieszkania wziąć od taty... 
- I w związku z  tym ... ? 
- WRONA !!! Domyśl się ! To ja tu podobno jestem bezmózgowcem. 
- Gdy ja nie wiem - zaśmiał się. 
- No to walnąć prosto z mostu ? 
- Tak 
- Możesz po mnie przyjechać i czy mogłabym u ciebie przenocować? - powiedziałam jednym tchem, żeby jak najszybciej to z siebie wydusić. 
- Aaaa, o to chodzi, wybacz nie wiedziałem - powiedział śmiejąc się. 
- To jak ? 
- I ty się jeszcze pytasz ? Dawaj adres i za dwie minuty jestem. 

Podałam mu adres. I faktycznie za dwie minuty był. Wzięliśmy walizki i przenieśliśmy do samochodu Andrzeja. Po dwóch minutach byliśmy już prawie na miejscu. Byłam w szoku, że mieszkamy tak blisko siebie. 
     Po wejściu do mieszkania zrobiłam ogromne sowie oczy. Mieszkanie miał duże i jak na faceta bardzo zadbane. Zdziwiło mnie to bo Andrzej chyba nie należy do tych trzymających porządek. No ale nic XD Usiadłam na jego kanapie przed TV i tak wspólnie oglądaliśmy film. Była chyba godzina 21 a ja byłam zmęczona jakbym nie wiem jak się przepracowała. Nagle, nawet nie wiem kiedy, zasnęłam, a głowę miałam opartą na wielkich ramionach Andrzeja. 

*** Z perspektywy Andrzeja *** 

     Izabela tak słodko śpi.. Nie zostawało mi zrobić nic innego jak zrobić jej zdjęcie i dodać na Instagrama... Ale chwila. Jak dodam to zrobi się szum. I afera, a tego Iza by nie darowała. Wziąłem ją i zaniosłem do pokoju na łóżko. Przykryłem ją cienkim kocem. Uśmiechnąłem się i poszedłem do swojego pokoju. 

>>>> Na drugi dzień <<<<

     Obudziłem się, jak Iza jeszcze spała. Bez zwlekania poszedłem do sklepu, żeby zrobić jej śniadanie. Po powrocie wszystko rozpakowałem poszedłem do kuchni a tam co ? Szanowna pani Izabela stojąca i kończąca przygotowywać śniadanie. 

- Świetnie.. - powiedziałem pod nosem. 
- Jakieś ,, ale '' ? 
- Nie..
- A teraz o co ci chodzi ? 
- To ja chciałem zrobić śniadanie... 
- Nie martw się Andrzejku, jeszcze kiedyś na pewno będziesz miał okazję do tego. A teraz siadaj i jedz. 


*** Z perspektywy Izy *** 

     Ten Andrzej to chyba jakiś humorystyk połączony z głupotą i romantycznością. I to jest właśnie beznadziejne połączenie i naprawdę współczuję tym ludziom, jeśli tak mają, bo jeśli są tacy jak Andrzej to chyba już dawno zwariowali. Po śniadaniu udałam się na miasto. Spotkałam tam tatę. Przywitałam się z nim opowiedziałam co i jak ale w końcu zapytał : 

- To gdzie ty nocowałaś, jak nie miałaś kluczy. 
- U kolegi. 
 - czy ja o czymś nie wiem ? 
- TATO ! 😤
-  Ja nic nie mówiłem ! 😱
- I tak ma zostać. A teraz do tego kolegi musimy jechać po moje walizki. 
- No dobrze. Prowadź. 

Poszliśmy pod auto i pojechaliśmy pod dom Andrzeja. Gdy drzwi otworzył nam Andrzej dwumetrowy Andrzej mój tata zrobił coś takiego w stylu ,, WTF ?!'' 

- Córcia.. - powiedział do mnie. 
- Tak tatku ? 
- Czy to jest dziwny siatkarz, który zwie się Andrzej Wrona ? 
- Tak a co ? A tak w ogóle to się poznajcie. Tato, to jest Andrzej. Andrzej to jest mój tata. 
- W przyszłości być może i mój tata - powiedział cicho Andrzej, ale wystarczająco, żeby mój tata to usłyszał. 
- Córcia, córcia... 
- ANDRZEJ !! TATO !! 😤😤😤😤 A no tak zapomniałabym. Jesteście z charakteru tacy sami. Tato, bierzemy walizki i jedziemy do domu. 
- Ale... - przerwał mi tata. 
- Nie ma ale. Z Andrzejem być może jeszcze się spotkasz. A dla sporstowania to jest tylko mój kolega. 
- Niech Wam będzie, ja wiem swoje - wtrącił kochany tatuś. 
- TATO. !!! 😤

     Po godzinie byłam już z walizkami w moim domku. Był piękny. Podziękowałam tatusiowi. Ale on wtedy musiał już jechać do mamy i Ewy. 

-----------------------------------------------------------------------------

Jest i 9. Następny nie wiem kiedy, bo nie będę miała czasu. 
Jak tu już jesteś, komentarz mile widziany. 
Do następnego ! 😘😘

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział ósmy { 8 }

*** przeczytaj pod rozdziałem *** 
Na drugi dzień obudziłam się w szpitalu. Obok nikogo nie było. Byłam tylko ja i moje łóżko, mała szafka. Na całe szczęscie Luella przyniosła mi moje dokumenty i najpotrzebniejsze rzeczy. W tej ciszy próbowałam zapomnieć o wszystkim, ale niestety to nie jest takie proste jak się wydaje. Wszystko mi o tym przypominało.. Zegarek - prezent od niego, telefon - setki SMS- ów , zdjęć, nagrań. Jednak najgorsze były wspomnienia. Ich nie da się wyrzucić, usunąć, czy zapomnieć... W ten sposób mijały mi sekundy, minuty godziny. Dopiero po godz. 11 mój telefon się odezwał. Nie miałam siły go nawet podnieść. Ale w końcu zebrałam resztki sił i go wziełam. Był to SMS od kogoś. Nie miałam pojęcia od kogo on jest, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam tego numeru. Treść SMS przyprawiła mnie o wiele myśli. Jego treść brzmiała : ,, Jestem na końcu sali, mogłabyś wyjść ? '' Bałam się, bo nie wiedziałam kto był autorem tej wiadomości.. Ale w sumie.. Nie miałam nic do stracenia. Na niczym mi już nie zależało... . Ubrałam swoje kapcie i wyszłam. W drodze znowu były myśli, czy to ten o kim myślę - ten przez którego tu jestem. Na szczęście się myliłam. Z drugiej strony nie chciałam go widzieć. Ale jak już tam byłam to podeszłam do niego. 

- Możemy pogadać? - zapytał 
- Tak, ale może najpierw się poznajmy. Jestem Isabella Winiarska. Niedługo moje imię zostanie przemionione na ,, polską wersję '' , jeśli można to tak nazwać, więc jestem Izabela Winiarska. 
- Andrzej Wrona, miło mi. Pewnie się zastanawiasz skąd mam twój numer. Dała mi go twoja przyjaciółka Luella. - po tym się uśmiechnęłam i zadałam kolejne pytanie: 
- Dlaczego jesteś w Norwegii? To jakiś dziwny zbieg okoliczności, że dwóch , niedługo już , Polaków się spotkało. '
- Wyjechałem na wakacje. A ty jak się tu znalazłaś ? 
- Jestem wielką fanką skoków, a poza tym studiuję tu. 
- A mogę zapytać jak było z tym, jak mu tam .... 
- Wellingerem? Nie chcę o tym rozmawiać. Mężczyźni to u mnie skończony rozdział. Nie istnieją dla mnie. Oni wszyscy za bardzo łamią serca. 

     Wtedy zobaczyłam, że mina Andrzeja posmutniała.. Dałam mu tym jasno do zrozumeinia, że nic z tego nie będzie. Ale nie ukrywam, że miło się z nim rozmawiało. Rozmaiałam z nim jeszcze długą chwilę. Opowiedziałam o tacie, mamie, siostrze, a także o tym, że od najmłodszych lat czuję się Polką, że moje serce zawsze było jej oddane. Naszą rozmowę przerwał dopiero lekarz. 

- Czy mogę powiedzieć o pani obrażeniach przy tym panu ? - zapytał lekarz wskazjuąc na Andrzeja.
- Tak, w sumie i tak mi to obojętne. 
- Jakiś poważnych obrażeń pani ni doznała poza tym, że musieliśmy pani zszyć ranę na czole. 
- Dobrze, dziękuję bardzo. A kiedy będę mogła wyjść ? 
- Jutro wieczorem. 
- Dziękuję. 
 *** Następnego dnia ***

     Nareszcie wychodzę ze szpitala. Miałam już tego dosyć. Wczoraj poza Andrzejem nikt mnie już nie odwiedził, dziś zresztą też nie. Spakowałam wszystkie swoje rzeczyi wróciłam pieszo do domu. Nie miałam daleko, więc taki spacer mi się przydał. Około godz. 19 byłam już w domu. Myślałam już nad przeprowadzką do Polski, bo to już za niecały miesiąc. Tata tam mi wykupił mieszkanie. Nawet nie wie jak bardzo mi na tym zależało. Za dwa tygodnie miałam mieć obronę pracy. Nie uczyłam się zbytnio, bo i tak wszystko już umiałam... 

*** Dwa tygodnie później ***

Udało się ! Zdałam ! Mam wymarzony dyplom ! Zaraz po tym napisałam o tym Luelli. Zaprosiłam ją do mnie, aby jej dokładnie o wszystkim opowiedzieć, bo nie była u mnie od tego wypadku.. A co jest najgorsze Luella za kilka tygodni wraca już na stałe do Francji i nasz kontakt się urwie... Polska leży za deleko od Francji, by móc się spotykać. Dlatego zamierzałyśmy ten czas spędzić jak najdłużej ze sobą. 

** Dwa tygodnie poźniej, przed dzień wyjazdu do Polski ♥ **

Rano dostałam SMS-a od Andrzeja. Zapytał się o spotkanie. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że on potrafi poprawić mi humor jak nikt inny ☻. Odpisałam mu : ,, Jasne :) Przyjdź do mojego mieszkania. Mieszkam na tej samej ul. co  szptal, tylko pod numerem 176, mieszkanie na 2 piętrze. '' Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Napisał ,, Będę za 30 minut '' . Nie odpisywałam mu już nic, bo musiałam pochować wszystkie walizki na jutrzejszy lot do Polski. 
     Po 30 minutach Andrzej był już u mnie. W ręce trzymał małego tulipana. Wręczył mi go jakby nigdy nic. Podziękowałam mu. 

- Wejdź do środka - powiedziałam. 
- Mam sprawę. 
- Jaką? 
- Bo już jutro wyjeżdzam do Polski i ... - nie dałam mu dokończyć. 
- Jak się to dziwnie składa. Ja też jutro wyjeżdzam do Polski. - uśmiechnęłam się
- O której godzinie masz samolot ? 
- o 12 
- Jak się to dziwnie składa :DD Ja też ☺ 
- Przypadek? Nie sądzę ☺☺ - odpowiedziałam. - A właśnie co chciałeś powiedzieć? 
- A już nic. Chciałem się tylko pożegnać z tobą. 
- Miło że pamiętałeś o mnie 
- Dziwnie było by zapomnieć - wtedy się na mnie zapatrzył i przysunął do mnie. Dał mi całusa w policzek, ale ja się szybko odsunęłam i popatrzyłam na niego. Powiedział tylko ,, PRZEPRASZAM '' i wyszedł. 

- Andrzej! Zaczekaj ! - zawołałam, ale już nie usłyszał. 

Popatrzyłam za nim i się sama do sibie uśmiechnęłam i powiedziałam ,, Nie miałeś za co przepraszać. ♥ Ale... CO JA DO CHOLERY ROBIĘ ! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA.. NIE. A MOŻE JEDNAK .. ? ''  

-------------------------
☺Jest i 8 :) Troszkę nudna ale nic na to nie poradzę :( taki los. Następny rozdział już za dwa dni :D ☺☺Pisać wgl dalej ? 
CZYTASZ --> KOMENTUJESZ --> MOTYWUJESZ ☻☺♥ 
przepraszam za błędy ☺
Jest możliwość dodawania anonimowych komentarzy, więc zachęcam ☺☺☺ 

środa, 22 lipca 2015

Rozdział siódmy { 7 }

     Poszłam na uczelnię.Wyjątkowo nie miałam żadnych  przeczuć. I to  mnie ,w pewnym sensie, denerwowało, bo byłam bardzo nadpobudzoną osobą. No ale nic. Weszłam. Wydawało się być normalnie, właśnie... WYDAWAŁO. Jak zwykle podeszłam do swojej szafki po książki. Wtedy zakręciło mi się w głowiei upadłam z kartką w ręce. Nic nie pamiętałamObudziłam się dopierou higienistki.

- Pamięta coś pani Isabella ? - zaśmiała się.
- Nie. A powinnam ? - odpowiedziałam ironicznie.
- Zalecam pani wizytę u lekarza. Już wcześniej zauważyłam u pani u pani objawy podobne do kobiet, które są w...
- Ciąży? Na pewno nie.
- Jednak zalecam wizytę u lekarza.
- Do widzenia. - i wyszłam.

     Ta bezczelna ( hm.. nie wiem dlaczego ją tak nazwałam... ) higienistka w ogóle nie pojęcia dlaczego zemdlałam ? NIE! No właśnie. Wszystko przez tą felerną kartkę. Byłam wściekła na cały świat. Wszystko miało się skończyć przez to ?! Niepozwolę ! Jestem jaka jestem i dlatego no to nie pozwolę! Wyszłam bez celu. Miałam gdzieś zajęcie xD.
   
     Na ulicy spotkałam Luellę. Moją jedyną przyjaciółkę. Jedyną? Tak, jedyną.

- Hej! - zawołałam.
- No hej. Czmu jesteś taka smutna ?
- Przeczytaj. - wręczyłam jej kartkę.
- ,, Jesteś nikim! Myślisz, że zostawisz mnie od tak ? Mylisz się ! Jeśli do mnie nie wrócisz wszyscy dowiedzą się o prawdy o Tobie! Chcesz ? Raczej nie. Będziesz tylko moja. Dziś o 20 widzimy się w parku, inaczej twoja Luella ucierpi. Do zobaczenia skarbie ! Kocham Cię ! ~ Twój Andi '' . Przecież to jest ..
- Żałosne ? Raczej nie. Wiem na co go stać.
- O jaki sekret chodzi?
- Mówiłam ci już... Przygoda z Bułgarii.
- O ja pierdole ( najmocniej przepraszam za zwrot. )
- Sama widziesz. Boję się, niby to jest nic, ale ja to się wyda... Wolę nie myśleć. Po co ja mu się zwierzałam ?! PO CO ?!
- Nie bój się ! To ci nic nie da.
- Boję się o Ciebie. Dlatego pójdę tam.
- Twoja decyzja... i tak cię nie zatrzymam, bo cię znam.

     Wróciłam do domu ok. 15. Jeszcze 5 godzin. Wytrzymam.
   
   
     - Jest i moja Bella ! - powiedział Wellinger.
- No i ?
- Kocham cię skarbie.
- Lecz się.
- Zamknij się suko - wtedy mnie spoliczkował.  Próbowałam ukryć łzy.
- To w końcu skarbie czy suko ?!
- To zalęzy od twojego zachowania.
- Wal się.
- Chcesz żeby każdy się dowiedzial? O twoim poprzednim życiu ?
- nie...
- Zaraz każdy się dowie. - zaśmiał się szyderczo.
- Nie zależy mi na tym, wiesz ?!
- Odeszłam dwa kroki i wrzasnęłam:
- Wal się gnoju!
   
     Wtedy tylko poczułam uderzenie w głowę. Wiedziałam, że ktoś bardzo wysoki do mnie podbiegł. Zadzwonił na pogotowiei więcej nie pamiętałam... Ale dzięki niemu moje życie zostało uratowane...


*** Z perspektywy Luelli, szpital NORWEGIA ***

     A Bella mówiła mi, że mężczyźni to problemy to PROBLEMY! Mówiła, że już nigdy się nie zakocha, bo to nie ma sensu. Teraz przez to walczy o życie. Aż boję się myśleć, co by było gdyby ten mężczyzna nie podbiegł.
     Isabella zaczęła się przebudzać.

- Lu... Luel... Luella. - wyszeptała.
- Tak?
- Zawołaj tamtego mężczyznę- powiedziała resztkami sił wskazując na ... Andrzeja Wronę.
- Już... - nie kryłam w tym zdziwienia.
 
     Dwumetrowiec podszedł do małej kruszynki. Isabella rzekła :

- Dziękuję
- Nie ma za co - odrzekł, wydawałoby się, zapatrzony jak w anioła Andrzej.

Wtedy lekarz wyprosił nas z sali.

- Jesteście może rodziną pani Isabelli Winiarskiej ?
- Niestety nie. - odpowiedzieliśmy.
Lekarz odszedł.

- A czy Bella nie jest Francuską? Dokomenty, które jej wypadły mówiły jednoznacznie za jej obywatelstwem. Ale na nazwisko nie miałem czasu patrzeć.
- Jej mama jest Francuską, a tata Polakiem. Mieszkają we Francji. Isabella ma jak narazie francuskie obywatelstwo, ale stara się o polskie. Zna całą historię polksą itd. Już niedlugo decyzja w tej sprawie.
- Warto wiedzieć - odpowiedział Wrona.

Właśnie wtedy Isabella zaczęła się podnosić.

*** Z perspoektywy Belli ***

,, Andrzej... Nie nie i NIE!!! To tylko pierwsze wrażnie. To siatkarz. Już mialam z takim do czynienia. Właśnie w Bułgarii... TAK !! To był Panchev i moja największa porażka w życiu. ''  Te rozmyśłania przerwała mi Luella.

- Kobieto lepiej nie mogłaś trafić !
- Co mi sugerujesz?
- Andrzej.. On jest ..
- Cudowny, wspaniały?! NIE!!! To siatkarz a oni wszyscy są tacy sami. Nie pamiętasz ? Niko? Mówi ci to coś ? No to widzisz..
- Ale..
- Nie ma ,, ale '' . Od dziś mężczyźnie dla mnie nie istnieją.
- Jak chcesz..
- Wiem co dla mnie jest dobre !
- Spokojnie. Ciśnienie ci skacze i zaraz znowu odskoczysz.
- Śmieszne. Serio.
- Mogę wejść ? - zapytał Wellinger. Tylko niego mi tu brakowałao. - Lula, możesz wyjść ?

Luella popatrzyła się na mnie, a ja jej pokiwałam głową, po czym wyszła.

- Czego znowu chcesz? - zapytałam.
- Ciebie.
- Wal się.
- Szmata! - i znowu mnie uderzył.. Tym razem w brzuch. Wtedy Andrzej wbiegł na salę. Sam załatwił sprawę. Usłyszałam tylko głos Andreasa : ,, Znałazła już sobie szmata nowego ? Pożałujecie tego ! '' . Po tym wpadłam w płacz i zasnęłam w ramionach Lelli.

--------------------------------------------------------------------------------


Witam Was z 7 rozdziałem ! :D
Troszkę musieliscie czekać ;-;
Nie miałam weny :P
Troszkę kryminalny ten rozdział, ale cóż .. xd
Jak widać pojaił się nowy bohater : Andrzej Wrona. Czy coś z tego wyniknie? Okaże się ;)
P.S jeśli tu już jesteś możesz zostawić komentarz :)